sobota, 18 października 2014

Jiri Kolar "Naoczny świadek"


...WYDAJE Ml SIĘ, że fotografika w ostatnich latach tkwi zawie­szona gdzieś w próżni.
Nie może szukać środków do życia wśród sztuk plastycznych, bo ma własne możliwości; człowiek też nie żywi się trawą, koń nie je kości, ryba nie grzebie w ziemi, a ptak nie żyje pod wodą.
Czy jest sztuką'?
To sprawa drugorzędna.
Na pewno może się nią zajmować tylko człowiek z pasją, dla któ­rego ta profesja nie jest rzemiosłem, ale losem, zresztą dotyczy to nie tylko fotografików, ale wszystkich artystów.
Ważne jest to, że pomaga ludziom żyć, i to wystarczy.
Przez to zawieszenie, próżnię, prześladuje mnie myśl, że chciałbym mieć książkę z fo­tografiami, w której rozgrywa się jakaś historia, chciałbym mieć sfotografowany wiersz, opowiadanie, powieść, ale nie chodzi mi o jakąś literacką analogię wiersza, opowiadania albo powieści, o cykl dotyczący świata i życia samego fotografika.
Raz widziałem taką książkę, niestety niedobrą, zbudowaną z charakterystycznych kadrów długiego filmu. Trzydzieści fotografii opowiedziało długometrażową historię.
Kiedyś Salvador Dali próbował robić inscenizowane fotografie swoich obrazów odgrywając własne żywe obrazy, i tędy prowadzi droga, która rna swój początek w secesji.
Ktoś zapyta: A więc fotografie fabularne?
Nie wiem, być może, zawsze jednak jako dzieło operatora i reżysera w jednym, w poecie, i zawsze najpełniejszy obraz świata.
Obraz, który mówi!
Boże, gdyby to był mój wynalazek.

Jiri Kolar, "Naoczny świadek". Dziennik z roku 1949