Fotografowanie jest łatwe


Kiedy dwa lata temu pstryknąłem pierwsze zdjęcie, które uważam teraz/dziś za "świadome", choć kadrowanie może dla wielu budzić zastrzeżenia, nie spodziewałem się, że sam przed sobą będę się musiał tłumaczyć z tego co fotografuje.


Wyszło spontanicznie - wyszedłem na ulicę, na ten doskonały poligon doświadczalny - zamieniwszy kieliszek na aparat.
To aparat pozwolił mi zmienić, że się tak wyrażę "focus".
Zmieniłem postawę, z siedzącej na wyprostowaną.
Do głowy cały czas przystawiałem szkło. Każde zmienia człowieka na swój sposób.
Kiedyś 50 mililitrów i większe, dziś 23 milimetry.
Proces pozostał tak samo prosty, podnosisz i cyk/pstryk.
A wychodzi różnie.
Raz łazisz po barierkach balkonów na ósmym piętrze a raz wydaje ci się, że ten podły świat jest istnym rajem.
Perspektywa.
Nigdy nie szukałem "przedmiotu" swoich fotografii.
Pstrykałem i pstrykam przypadkowo w przeciwieństwie do "cykania" nałogowego.
Może podświadomie ciągnęło mnie do ludzi, z którymi niewiele kiedyś mnie łączyło ale to już zbyt osobista historia aby babrać w niej w tym miejscu.
Projekt bliskość, który nigdy nie był wyartykułowany papierowo ani werbalnie - być może tak jest.
Terapia pstrykiatryczna.
Nie intelektualizowałem tego co robię. Po co tłumaczyć coś tak banalnego jak pstrykanie i banału w nim zawartego.
Twarz obcego, facet idący mostem paląc papierosa, radość dziecka, menel, cokolwiek to znaczy, podwórko z trzema zawodnikami, bezdomny kot, fosforyzujące mrozem szyby przystanku autobusowego i tak dalej.
Banał.




Banałem może być kwiat i nim nie być. 
Uśmiech dziecka, zapatrzony w przestrzeń starszy pan.
A jednak potrafimy zachwycać się tym banałem, widzieć w płatkach kwiatów cały wszechświat a w ludzkich oczach widzimy zwierciadło duszy.
Banalne.
Co kto chce.
I pewnego razu zadzwonił telefon.
- Chcielibyśmy - zabrzmiało oficjalnie - aby pan wszedł w szeregi ZPAF'u.
Myślałem w pierwszej chwili, że przyjaciel z Torunia czyni sobie okrutne żarty.
Pojechałem raz i trzeci, spotykając na swojej drodze ludzi bardzo mi życzliwych.
Moje pstrykanie nazywali fotografią
Portret humanistyczny, portret społeczny, rzeźbienie światłem i tego typu określenia nad którymi nie zastanawiając się cieszyłem się jak małe dziecko.
Na ostatnie spotkanie przyjechał szef rady artystycznej, sympatyczny i wygadany pan Zygmuntowicz. Jednym słowem - szycha.
Powiedział, zaznaczam że w pierwsze jego zdanie po prostu nie wierzę, że: Co trzeci kandydat do ZPAF przynosi takie zdjęcia, meneli i bezdomnych. To łatwizna.

Bezdomny

Mój przyjaciel Marian

Malarz - Tadeusz Gapiński

No nie mówiłem? - pomyślałem.
Po pobieżnym rzucie oczętami szycha mówi - menel.
Nie wspomina o portrecie, tylko o kimś, kto mu na tym portrecie się jawi.
Wszak nigdy nie podpisałem swoich fotografii bezdomny czy bezdomna.
Niestety pogląd, zresztą semantycznie niepoprawny jaki podziela szycha podziela wielu fotografików.
Jak choćby niedawno upieczony twórca Humans of Warsaw.
(Kiedyś zajmowałem się fotografią uliczną, znam trochę osób, które nadal to robią. Ale nie chcą oni fotografować bezdomnych, bo ci mają całą historię swego życia wypisaną na twarzy i – mówiąc brutalnie – stanowią łatwy łup. Bezdomnych nie trudno spotkać, im nie przeszkadza fotografowanie, są zobojętnieni, nie protestują. Można szybko pstryknąć portret i mieć z głowy. Dla wielu fotografów jest to żerowanie na nieszczęściu tych ludzi i emocjach, w dodatku - tanim kosztem. To chodzenie na łatwiznę, a ja nie chcę tego robić. Poza tym, jeśli chce się pokazać Warszawę, to nie byłaby to dobra droga – większość mieszkańców to przecież nie są bezdomni.)
- Fotografowanie bezdomnych jest łatwe.
A przystanku autobusowego, na którym ludzie dłubią w nosach już nie?
Łatwo podejść do obcego, śmierdzącego faceta i spytać czy czegoś potrzebuje, rozmawiać z nim czując odór człowieka, który nadal nim jest a być może dwa lata temu był inzynierem po Uniwersytecie w Bydgoszczy. To takie proste przebić się przez warstwę smrodu i pozorów.

Wiktor - inżynier Uniwersytetu Technologicznego-Przyrodniczego w Bydgoszczy.
Pierwszy raz spotkałem go właśnie tam. Spał na ławce obok uczelni, którą kończył.

Swoje stracone mieszkanie widział z ulicy obok.
Rodzina nie chce go znać choć z tego co mi mówił, nikogo nie zgwałcił ani nie zabił, gorzej, nie jest nawet alkoholikiem.
Podobnie równie łatwo fotografuje się wojnę.
Trupy ma ją to do siebie, że nie protestują i są fotogeniczne i, powszechnie wiadomo, że kule omijają ludzi z aparatami fotograficznymi w dłoni.
Nie wchodzę w dyskusje, co jest fotografią uliczną a co nie (co jest łatwe a co nie bo jak na początku wspomniałem fotografowanie jest łatwe), choć wiadomo jakieś ramy zawsze istnieć będą, wszak do jednego wora kubizmu nie wrzucimy obok Picassa i Braque'a - Rembrandta.
Przechodzę do tych faktów (fotografujesz bezdomnych jesteś dupkiem) - ze zdziwieniem - ale dziwnie spokojnie.
Gorzej kiedy takie brednie wygłaszają "autorytety" za pomocą silnych aparatów przymusu jakimi są niektóre "portale" i te brednie, powielane bezmyślnie idą w tak zwany "świat".
Na portalu VICE, pani Wendy Syfret zieje syfem, który ma taki oto zapach.
W artykule Stop Taking Pictures of Homeless People - pisze, że: Ludzie fotografujący bezdomnych są dupkami, jeśli dobrze tłumaczę słowo asshole.
Czyli jednak ramy, a raczej płótno malarskie street photography, próbuje się obrzezać z części rzeczywistości, która w niej istnieje, jest jej immanentnym zbiorem?
Nie fotografujmy okien na drugim piętrze, albo ludzi, którzy do połowy stoją w cieniu - to mój postulat.
Osobiście nie życzę sobie aby ktoś nazywał mnie dupkiem tylko dlatego, że coś mu się wydaje.
W tym momencie muszę wspomnieć o semantyce.
A raczej o jej poprawności.
Mimo iż pojemnik semantyczny każdego "pojęcia" jest zaprawdę głęboki to wypada rozumieć choćby jego rdzeń. Bo skąd owa autorka, i jakim kluczem się posługuje aby twierdzić kiedy ma miejsce fotografia bezdomnego czy menela, malarza z Torunia czy przyjaciela- patrz zdjęcia wyżej.
Zmarszczki, zapluta twarz, zamglony wzrok, brudne ubranie?
Rozpisać się miałem i dać upust oburzeniu jakim mnie napawa taki i podobny schemat myślenia lub raczej jego brak ale ograniczam się li tylko do tego bloga aby kiedyś móc sobie przypomnieć, że tak mówiłem i myślałem o sobie, że: fotografuje ludzi, z małej i dużej litery - jak kto woli.
Jestem bezczelnie i bezinteresownie ciekaw ludzi i to stanowi esencję i powód mojego pstrykania.

Komentarze

  1. Dla mnie, te zdjęcia, to są po prostu świetne portrety! A jeszcze, drążąc temat...widzę zawsze prawdziwość w oczach i szczerość i zachwyt nawet...A to nie pojawia się ot tak, bez zbudowania relacji...Pozdrawiam. A.M.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak mi się naturalnie nasuneło w tym moim amatorskim pstrykaniu, że aby zrobić coś poprawnie nalezy temat jako tako zgłębić. Wydaje się i da się chyba zauważyć, że ani z zoomem wielkim nie biegam ani zza winkla na szybko fotek nie strzelam. I co najgorsze, jak się okazuje - da się to zauważyć.
      Dzięki bardzo A.M

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty