Marcin as a monk


Mój przyjaciel, do niedawna dyrektor dużej firmy, a obecnie kierowca autobusu miejskiego, zawsze wydawał mi się, krótko mówiąc, szajbnięty, w temacie Jezusa i wiary.
Osądziłem go po tym co umieszcza na Facebooku, jakby to był obraz jego duszy, co poniekąd jest prawdą.

Przynajmniej nie jest jednym z tych, co pokazują i chwalą się swymi maleństwami, wiadomo, dopóki coś nie przeskrobią można.
Zatruwają innym życie obrazkami z każdego wyjazdu, zjedzonego posiłku, produkują "selfie".
To jest naprawdę niepokojące, bo i moi dobrzy znajomi okopali się w tak absurdalnych przyczółkach.

Zauważyłem pewną niepokojącą rzecz, że to ja lubię nawijać o bogu jakbym coś o nim wiedział.

Tak czy owak nasze rozmowy formują nas obu a nie informują, co jak zapewne sami zdążyliście zaobserwować w waszym życiu, ma czasami miejsce.
Zazwyczaj mówimy nie doświadczając wcześniej tego o czym mówimy. Kąpiemy się w oceanach świata poprzez reprodukcje w magazynach kupowanych w supermarketach gdzie najczęściej wiodą nas nasze nogi, by nie powiedzieć umysły.

Dla mnie Bóg to po prostu coś z czego składa się wszystko, uniwersalne pole, kwantowe pole, energia, światło, miłość, i to coś, informujące ten cały burdel jak ma funkcjonować.
Za łamanie tych praw sami robimy sobie krzywdę, jak ta owa nieszczęsna owieczka, cała w telefonie, wpadająca pod ciężarówkę, na przejściu dla pieszych, i biegnące jej z pomocą inne barany, tak chętne do instalacji elektronicznych zabezpieczeń zdolnych wykryć delikwenta z telefonem przed przejściem dla pieszych o dziesiątki metrów i poinformować go jakąś nowoczesną trąbą jerychońską o nadchodzącym zagrożeniu.

Prawdę mówiąc rozmowy o bogu mówią nam więcej o nas samych niż o tym o czym pojęcia i tak mieć nie możemy.
Mówiąc o innych również mamy tę samą paralele. Mówimy o sobie sądząc, że wygłaszamy prawdy o innych.
Wolę mówić o sobie jako o dziecku genialnego wszechświata niż mściwego Jahwe, który nie ma nic innego do roboty tylko nas podglądać i ustalać, kiedy mamy się kochać, pić wódkę, jeść czy nie jeść mięsa.
Szczerze powiedziawszy taka wizja zawsze mnie rozśmieszała. Nie jest zresztą wizją a kalkomanią powszechnych przekonań.

Ktoś spyta: Ale w takim wypadku nie mógłbyś po prostu mówić o wszechświecie, kwantach czy innym chujostwie, wiesz, Bóg, to się kojarzy konkretnie.

Niby jak?

No wiesz, to konkretny jegomość, nie ma co go wkurwiać.

Gdybym ostatecznie przyjął nawet tak absurdalną koncepcję, to nie uwierzyłbym, że nasz wspólny ojciec, jakikolwiek ojciec, poza licznym gronem psychopatów, chciałby dla swoich dzieci czegoś złego.

Więc rozmawiamy sobie z przyjacielem formując się a nie informując. 
Bogactwo przekonać jest żadnym bogactwem a konkursów "racji", dostatecznie wiele w telewizji i internecie.
Formować, nie informować. Takie przed sobą stawiam zadanie mimo zanikającej chęci prowadzenia jakichkolwiek dysput.

Może prawdą jest, że: Wielkie umysły rozmawiają o ideach, przeciętne umysły rozmawiają o wydarzeniach, poślednie umysły rozmawiają o ludziach.

Komentarze

  1. dobrze miec kogos kto nas formuje w odpowiednim kierunku , a my nie przestajemy myslec mimo wszystko ;))) co do umyslow. ostatnio coraz czesciej jest mi obojetne czy wieki, czy maly. Raczej tesknie za ludzmi , ktorzy wogole mysla…..nie tylko o sobie i potrafia spojrzec na wszystko z roznej perspektywy….

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Każdy umysł jest wielki, Twój własny. Jeśli zaczynasz na rzeczywistość/życie patrzeć jak na rozwidlającą się gęstwinę dróg do wyboru ale na otwartą przestrzeń zmienia się wszystko bo zdaje mi się, jestem tego niemal pewnym, że postrzeganie tworzy rzeczywistość a nie rzeczywistość postrzeganie. Dzięki za komentarz. Pozdrawiam serdecznie

      Usuń
    2. Darku, pozdrawiam :)

      Usuń
  2. Czyli kreujemy rzeczywistość, chyba jednak tak

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem niemal pewny, że prawie 100% rzeczywistości, włącznie z chorobami to nasza własna zasługa. Bo i kogo by innego.

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty