sobota, 26 listopada 2016

Wystawa - scenka szósta ostatnia



Zdjęcia z mojej pierwszej wystawy (fot. Arek Wojtasiewicz) i tekst, który przeczytałem (z trudem) gdyż nie byłem w stanie uczynić tego z głowy.

Sprawiliście mi ogromną radość, że tak licznie przybyliście i daliście radę mnie wysłuchać.

Jest to moja pierwsza taka wystawa. Galeria, znakomitej jakości wydruki, i ja, spocony już od przedwczoraj. Nie tak miało być, rozumiem 10 osób, ale to, grubo przesadziliście. Posłużę się notatkami, inaczej nie dam rady.

Po pierwsze Dziękuje
Miastu Bydgoszcz za stypendium artystyczne.
Kasi Gębarowskiej, że zechciała mnie wpuścić do tak „zacnej” galerii. Zacnej w tym sensie, że jest to jedyna w Bydgoszczy galeria fotografii, która moim zdaniem spełnia wysokie warunki czegoś co nazywam ekspozycją, jest to po prostu właściwe miejsce w sensie ekspozycyjno-wystawienniczym, a takich u nas mało, wystarczy się rozejrzeć aby wiedzieć co mam na myśli. Kasia pomogła mi wybrać pracę, ja początkowo chciałem pokazać w sumie cokolwiek i cieszę się, że mnie przycisnęła.
Szczęgólnie dziękuje Bogdanowi Kunachowi – bez niego nie było by ani tej wystawy ani książki. Bogdan napisał projekt i wysłał w odpowiednie miejsce. Zrobił to za mnie i bez mojej wiedzy. Ja nie ruszyłem nawet małym palecem. I pewnie nigdy bym nie ruszył.

Fotografuje niecałe 4 lata.
Fotografia mi się przydażyła. Zamieniłem kieliszek od wódki na obiektyw, świat, który widziałem przez denko od butelki, zniekształcony, dziwny, nieprawdziwy, zacząłem oglądać przez bezlitosne oko obiektywu. Pierwszym moim aparatem był canon G5, fotografowałem nim potrawy, kiedyś prowadziłem bloga kulinarnego.

Dlaczego fotografia?
Czasami mówię, irytując ludzi, że fotografia jest prosta, (zdecydowanie prostsza od większości sztuk plastycznych) wystarczy skierować obiektyw tam gdzie się chce i nacisnąć spust. I z technicznego punktu widzenia jest to prawda. Fotografia jest dla mnie notatnikiem mojej coraz gorszej pamięci, być może stąd, teraz tak myślę, się wzięła.
Utrwalić sztucznie wygląd cielesny istoty ludzkiej – to znaczy wyrwać ją rzece przemijania i załadować na okręt życia.
Jest dla mnie autoterapią, raz zwę ją projektem „bliskość” a raz szukaniem w ludziach światła, któremu bezustannie towarzyszy mrok.
Fotografia, dla mnie, nie jest szuką. W fotografii nie ma tego co nazywam procesem tworzenia. A myślenie przed zdjęciem - zapytacie? To czynią również malarze, rzeźbiarze. W fotografii następuje pstryk i na tym sprawa się kończy. No może jeszcze obróbka, czasami naśladująca i malarstwo i grafikę.
W fotografii, po raz pierwszy obraz świata zewnętrznego formuje się automatycznie, bez twórczej inwencji człowieka i według ścisłych związków przyczynowo-skutkowych.
Fotograf pojawia się tylko po to, by dokonać wyboru, by nadać orientację i wymowę psychologiczną opisywanemu zjawisku. Wszystkie gatunki sztuki są oparte na uczestnictwie człowieka: jedynie w fotografii wykorzystujemy jego nieobecność.
W przeciwieństwie do sztuki, np. malarstwa, fotografia działa na nas jak zjawisko naturalne. Ten obiektywizm fotografii nadaje obrazowi siłę i wiarygodność, nie istniejącą w innych utworach plastycznych. Fotografia nie tworzy, jak sztuka, wieczności; balsamuje tylko czas, ratując go przed samozniszczeniem.
Ale, paradoksalnie, na tym naturalnym obrazie świata, którego nie umiemy lub nie chcemy dojżeć, sama natura czyni wreszcie coś, co nie jest już tylko naśladowaniem sztuki, naśladuje artystę.

Bezdomność
Psychologia, filozofia niewiele pisze o domu, którego awersem jest bezdomność, jest bezsilna wobec tego tematu. Czy człowiek mieszkający na działce w drewnianym baraku, może i ocieplonym, z kranem i telewizorem jest bezdomnym?
Z moich doświadczeń i przemyśleń widzę ten problem, o ile to jest dla kogoś problem nieco inaczej. Wśród bezdomnych mam przyjaciół, znam ich historię, wiem jak funckjonują i jak funckjonuje bezdomność zinstytucjonalizowana. Funcjonuje źle. Nie pomoże, moim zdaniem, kolejne łóżko i porcja zupy. I jak można wyjść z bezdomności zarabiając 5.50 złotych na godzinę? A któż to jak nie my proponujemy swoim pracownikom taką właśnie jałomużnę.
Nie wiem czy jutro będę fotografował, może zrobię to z przekory aby wyskoczyć z szufladki fotograf bezdomnych, która do mnie przylgnęła.
A to co jest najzabawniesze, że w fotografii podobają mi się rzeczy, których osobiście jeszcze nie miałem okazji liznąć. Spoglądam na nie ukradkiem.
Wystarczy, że podam nazwisko Roger Ballen aby zrozumieć o co mi chodzi. Połączenie fotografii, sztuk plastycznych, rysunku, malarstwa, teatru.
Może jutro zostawie portret, człowieka i wezmę się za coś innego. Nie wiem co mi się jutro przydaży.
Czytałem coś takiego, był to tekst odebrany przez wielu jako poważny tekst o fotografii, nie był tekstem o fotografii tylko deklaracją, w którym autorka pisała, że każdy kto fotografuje bezdomnych to skończony dupek. Użyto dokładnie tego sformułowania i powielano je w kręgach, które podejrzewałem o wiekszą dozę inteligencji. Cóż. Ja nie fotografuje bezdomnych tylko ludzi i tym zamykam to czcze gadanie.

Na koniec...takie słowa

...WYDAJE Ml SIĘ, że fotografika w ostatnich latach tkwi zawie­szona gdzieś w próżni. Nie może szukać środków do życia wśród sztuk plastycznych, bo ma własne możliwości; człowiek też nie żywi się trawą, koń nie je kości, ryba nie grzebie w ziemi, a ptak nie żyje pod wodą. Czy jest sztuką? To sprawa drugorzędna. Na pewno może się nią zajmować tylko człowiek z pasją, dla któ­rego ta profesja nie jest rzemiosłem, ale losem, zresztą dotyczy to nie tylko fotografików, ale wszystkich artystów. Ważne jest to, że pomaga ludziom żyć, i to wystarczy. Przez to zawieszenie, próżnię, prześladuje mnie myśl, że chciałbym mieć książkę z fo­tografiami, w której rozgrywa się jakaś historia, chciałbym mieć sfotografowany wiersz, opowiadanie, powieść, ale nie chodzi mi o jakąś literacką analogię wiersza, opowiadania albo powieści, o cykl dotyczący świata i życia samego fotografika. Raz widziałem taką książkę, niestety niedobrą, zbudowaną z charakterystycznych kadrów długiego filmu. Kilkadziesiąt fotografii opowiedziało długometrażową historię. Kiedyś Salwador Dali próbował robić inscenizowane fotografie swoich obrazów odgrywając własne żywe obrazy, i tędy prowadzi droga, która ma swój początek w secesji. Ktoś zapyta: A więc fotografie fabularne? Nie wiem, być może, zawsze jednak jako dzieło operatora i reżysera w jednym, w poecie, i zawsze najpełniejszy obraz świata. Obraz, który mówi! Boże, gdyby to był mój wynalazek.































4 komentarze:

  1. Gratuluję Darku, świetne zdjęcia :) relacja również!

    OdpowiedzUsuń
  2. Paweł Sałacki7 grudnia 2016 12:56

    Masz rację. Fotografia jest prosta, choć niewielu - potrafi skierować obiektyw w ciekawą stronę i nacisnąć spust w odpowienim monencie. Nie masz racji twierdząc, że nie jest sztuką, bo nią bywa. A proces tworzenia? Skoro CAŁY świat stworono w siedm dni, to jedna setna sekundy wystarczy na proces twórczy ;) Ale mniejsza o to. Byłem na wielu wernisażach. Na nielicznych jest tylu ludzi ilu było u Ciebie. To coś znaczy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuje. Nie odmawiam nikomu nazywania i samym geniuszem, zdarza się to czasami, nawet się z tego nie śmieje.
      O sztuce, choć krótko wyraziłem się jasno. Nie namawiam na podzielanie tego poglądu ani polemiki z nim. Zachęcam do własnych przemyśleń.
      Jeszcze raz dziękuje za Twe zacne słowa.
      pozdrawiam

      Usuń